unbreakable blog

Twój nowy blog

.

Brak komentarzy

Nowy blog:

http://to-define.blog.pl

.

Brak komentarzy

Słyszałam o tak wielu rzeczach, których nie wolno.

Każdy słyszał ‚nie dotykaj patelni, bo się oparzysz’. Jeśli ktoś nie wierzył, sprawdził i musiał przyznać rację, że spostrzeżenie jest trafne. A nawet bez sprawdzania można dojść do wniosku, że jest w tym coś logicznego.
A co z rzeczami, przy których nie widać, że można się oparzyć, że można coś zepsuć? Przy których nie można logicznie przewidzieć skutku?
Niedawno zdałam sobie sprawę, że czasem robię tak, a nie inaczej, tylko dlatego, że tak mówili.
Moja mama kiedyś z wielką pewnością siebie, wzbudzając tym mój wielki podziw, stwierdziła, że nigdy nikomu niczego nie zazdrościła. Stwierdziłam ‚od tej pory ja też’. Ale. Kiedy teraz o tym myślę, wiem, że przecież tak strasznie zazdrościłam Agacie z podstawówki, tego że miała takie długie włosy, podczas gdy ja zawsze miałam krótkie i potargane. I zazdrościłam komuś tego, że wszyscy go lubią, a ja zawsze byłam tylko klasowym kujonem. Komuś innego tego, że ma śliczny zeszyt od matmy.
I tak zazdrościłam tysiąca rzeczy. Ale nie nazywałam tego zazdrością. 
Podobno zazdrość jest zła. Dlaczego? Przecież nie muszę od razu obrażać kogoś, komu potencjalnie czagoś zazdroszczę. Nie musi z tego wynikać nic złago dla nikogo. I nie musi z tego wynikać nic złego dla mnie, bo ta zazdrość np. nie psuje mnie w środku, a motywuje do działania.
Pewnie, że może być zła, ale nie musi.
Nimniej, długi czas udawałam przed światem, a przede wszystkim przed sobą, że nikomu niczego nie zazdroszczę. Bo tylko wtedy mogłam być tak dobra jak moja mama.
Podobnie zawsze wszystkich lubiłam. Nie lubić kogoś, a jeszcze co gorsza otwarcie się do tego przyznawać to grzech. Przecież każdy wie, że ‚każdy ma w sobie jakieś ziarenko dobra’. I każdy zasługuje na miłość, jako nasz bliźni. Więc z całym samozaparciem szukałam tego ziarenka dobra w każdym, choć przecież tyle razy miałam ochotę stwierdzić ‚nie cierpię tego stworzenia, jest złe’. 
I tak, nie wolno nam zazdrościć, nie wolno nie lubić, nie wolno kłamać, nie wolno być leniwym, nie wolno mieć bałaganu w pokoju, nie wolno nie ustąpić miejsca w autobusie babci z zakupami, nie wolno uważać, że socjalizm jest zły i że powinni zmniejszyć podatki, nie wolno uprawiać seksu przed ślubem, nie wolno przeklinać i nie wolno… tysiąca rzeczy.
I dochodzę do wniosku, a może warto zastanowić się – dlaczego nam nie wolno? 
Czy rzeczywiście dostrzegamy sens, w tym że czegoś nie robimy, czy nie robimy tego tylko dlatego, że nam ktoś nie pozwolił?
Tylko, że to wymaga myślenia. Kiedy przekraczasz jakąś granicę, bo dochodzisz do wniosku, że tak chcesz, musisz myśleć. 
Z myśleniem jest na tym świecie wielki problem. Ludziom się nie chce. Lepiej przeżyć każdy dzień tak samo, nie pamiętając co zjadłeś wczoraj na śniadanie, bo dni się za bardzo zlewają.
A sens ma życie tylko, kiedy żyjesz. Kiedy myślisz, popełniasz błędy, kiedy postanawiasz nauczyć się chodzić po wodzie, bo wierzysz, że Ty możesz, a nie zakładasz, że nie dasz rady, bo mówili, że tak się nie da.
Czy rzeczywiście ludzkość posiada zdefiniowane granice dobra i zła? Napewno Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innej osoby. Ale jeśli to nie zrani nikogo obok, możesz zdecydować czego chcesz. 
Gdzie jest dobro, a gdzie zło? Może tam, gdzie widzieli je już w starożytności, a może nie. Jeśli logika i serce nie dają Ci odpowiedzi, może przyniesie ją czas.

.

Brak komentarzy
Kompromisy.

Czasem przestają być najważniejsze hasła wypisywane czerwoną farbą na kolorowych ścianach piwnicy. Są rzeczy ważniejsze i ważne. Najważniejsze to być tam gdzie Ty.

Kochać to trochę jak skok na bungee. Wiesz, że upadek może boleć, a jednak wstrzymujesz oddech i lecisz. I niby nie musisz skakać – ale co jeśli wiesz, że tylko wtedy naprawdę możesz poczuć, że żyjesz?

Wizja tego co będzie kiedy opadniesz gwałtownie na ziemię może albo Cię przytłaczać albo możesz ją zaakceptować i zręcznie pominąć.

Teraz ważny jest tylko lot. A może może trwać wiecznie?

Czterystadwudziestyósmy najszczęśliwszy dzień mojego życia :)

.

2 komentarzy

Wróciłam z mej podróży po Skandynawi:)

Jak było? Przede wszystkim mokro;) Mieszkaliśmy w domku nad wielkim jeziorem. Sztokholm i Oslo są całe w kanałach i pełno tam wody. I z nieba padało różnież zacnie dużo wody.

Ale przyznać muszę, że ślicznie tam jest. Skandynawia ma swój własny osobliwy klimat. Szczególnie obrazują go, charakterystyczne szweckie domki, małe, czerwone z białymi oknami. Najczęściej położone nad brzegiem owejż wszechobecnej wody;) I pełno skał i wzgórz i lasów. A porty w większych miastach są po prostu jak z bajki, pełne żaglówiek i różnych innych statków. I jeszcze jedno – rowery! Całe miasta są w rowerach, których jest więcej niż samochodów, i które są we wszystkich kolorach tęczy, i ja chcę różowy rower!:]

Generalnie, mogłabym mieszkać w Szwecji, gdyby tak było tam trochę cieplej;)

I teraz jestem już w domku i sczyniłam pulpit mego linuxa prześlicznym, i nie pracuję chwilowo – czas na odrobinę wakacji;) Oby tylko dokonać tego cudu i zmobilizować na tyle, aby wstawać przed 10…;)

Pozdrawiam:)

.

Brak komentarzy

Wróciłam z mej podróży po Skandynawi:)

Jak było? Przede wszystkim mokro;) Mieszkaliśmy w domku nad wielkim jeziorem. Sztokholm i Oslo są całe w kanałach i pełno tam wody. I z nieba padało różnież zacnie dużo wody.
Ale przyznać muszę, że ślicznie tam jest. Skandynawia ma swój własny osobliwy klimat. Szczególnie obrazują go, charakterystyczne szweckie domki, małe, czerwone z białymi oknami. Najczęściej położone nad brzegiem owejż wszechobecnej wody;) I pełno skał i wzgórz i lasów. A porty w większych miastach są po prostu jak z bajki, pełne żaglówiek i różnych innych statków. I jeszcze jedno – rowery! Całe miasta są w rowerach, których jest więcej niż samochodów, i które są we wszystkich kolorach tęczy, i ja chcę różowy rower!:]

Generalnie, mogłabym mieszkać w Szwecji, gdyby tak było tam trochę cieplej;)

I teraz jestem już w domku i sczyniłam pulpit mego linuxa prześlicznym, i nie pracuję chwilowo – czas na odrobinę wakacji;) Oby tylko dokonać tego cudu i zmobilizować na tyle, aby wstawać przed 10…;)

Pozdrawiam:)

.

Brak komentarzy

Wróciłam z mej podróży po Skandynawi:)

Jak było? Przede wszystkim mokro;) Mieszkaliśmy w domku nad wielkim jeziorem. Sztokholm i Oslo są całe w kanałach i pełno tam wody. I z nieba padało różnież zacnie dużo wody.
Ale przyznać muszę, że ślicznie tam jest. Skandynawia ma swój własny osobliwy klimat. Szczególnie obrazują go, charakterystyczne szweckie domki, małe, czerwone z białymi oknami. Najczęściej położone nad brzegiem owejż wszechobecnej wody;) I pełno skał i wzgórz i lasów. A porty w większych miastach są po prostu jak z bajki, pełne żaglówiek i różnych innych statków. I jeszcze jedno – rowery! Całe miasta są w rowerach, których jest więcej niż samochodów, i które są we wszystkich kolorach tęczy, i ja chcę różowy rower!:]

Generalnie, mogłabym mieszkać w Szwecji gdyby tak było trochę cieplej;)

I teraz jestem już w domku i sczyniłam pulpit mego linuxa prześlicznym, i nie pracuję chwilowo, czas na odrobinę wakacji;) Oby tylko dokonać tego cudu i zmobilizować na tyle, aby wstawać przed 10…;)

Pozdrawiam:)

.

Brak komentarzy

Wróciłam z mej podróży po Skandynawi:)

Jak było? Przede wszystkim mokro;) Mieszkaliśmy w domku nad wielkim jeziorem. Sztokholm i Oslo są całe w kanałach i pełno tam wody. I z nieba padało różnież zacnie dużo wody.
Ale przyznać muszę, że ślicznie tam jest. Skandynawia ma swój własny osobliwy klimat. Szczególnie obrazują go, charakterystyczne szweckie domki, małe, czerwone z białymi oknami. Najczęściej położone nad brzegiem owejż wszechobecnej wody;) I pełno skał i wzgórz i lasów. A porty w większych miastach są po prostu jak z bajki, pełne żaglówiek i różnych innych statków. I jeszcze jedno – rowery! Całe miasta są w rowerach, których jest więcej niż samochodów, i które są we wszystkich kolorach tęczy, i ja chcę różowy rower!:]

Generalnie, mogłabym mieszkać w Szwecji gdyby tak było trochę cieplej;)

I teraz jestem już w domku i sczyniłam pulpit mego linuxa prześlicznym, i nie pracuję chwilowo, czas na odrobinę wakacji;) Oby tylko dokonać tego cudu i zmobilizować na tyle, aby wstawać przed 10…;)

Pozdrawiam:)

.

Brak komentarzy
Przychodzę na rozmowę do Telekomunikacji, następnego dnia na szkolenie. Wybrałam sobie pracę, starannie, najtrudniejszą jaka dla mnie może być – dzwonienie do ludzi i namawianie do kupowania różnych dziwnych ofert. Ja. Mówiąc. Przez telefon.
R o z m a w i a ć.

W poniedziałek pierwszy raz będę dzwonić do klienta.

Sens życia to pokonywanie swoich słabości.

Łącznie z tą, która zabrania Ci im ulegać :]

W mojej głowie wciaż jestem dzieckiem. Byli na szkoleniu ludzie w moim wieku. Ale ja czułam się najmłodsza. Taka malutka.

Boję się dorosnąć. Bo to jawi się w mej wyobraźni jak utracenie czegoś. Czyż wypada człowiekowi dorosłemu śpiewać na przystanku czekająć na autobus piosenki Jimmy Eat World? Na moim przystanku wśród pól o 9 rano i tak nikt, tego nie usłyszy, ale i tak pozostaje to mało dorosłe.

’till the day I die I promise I won’t change…

.

3 komentarzy
Czy czasem kiedy człowiek mówi ‚nie wierzę w Boga’ znaczy to, że wierzy i to tak bardzo?

Być człowiekiem to czasem uciekać, to czuć strach. Czuć, że nie postąpiło się tak, jak powinno się postąpić. Tak łatwo zapragnąć, by nie było tam u góry Kogoś, Kto może osądzać.

Teraz wierzę w Boga. Modlę się swymi słowami ‚Boże ja wiem, że jesteś, ale teraz muszę żyć tak jak chcę, ale proszę nie zapomnij o mnie i pozwól mi do Ciebie powrócić za jakiś czas’.

Nie ma sensu. Wiem. Ale czuję się lepiej. A może zrozumie i wysłucha.

Jestem tak bardzo inna i tak bardzo taka sama jak wszyscy.

Uczę się wytrwale c++. Nie chciałoby mi się pewnie, ale cieszy mnie wewnętrznie to, że ta zza Płotu nie mogła tego zrozumieć.

Pozdrawiam :]


Skończyłam szkołę…

Tak całkowicie. Pamiętam, jak kiedyś byłam w podstawówce, jak liczyłam, za ile lat będę wolna. Było 10 lat, później, 8, 5, później w liceum były 2 lata, ale to i tak było jeszcze tak długo. Nie lubiłam szkoły. W podstawówce nie było tak źle, ale w gimnazjum masakra :]

Ale przez ostatni rok szkoła to był mój drugi dom. Siedziałam w ławce z miom Słoneczkiem, i miałam znajomych przenajlepszych na świecie.

I to jest takie dziwne uczucie, kiedy się kończy szkołę, gdy przez 13 lat, całe życie właściwie, chodziło się do szkoły, a teraz nagle koniec.

Ja nic nie muszę.

Jestem dorosła. Czesem czuję się dorasła, czasem zdecydowanie nie.

Ja jestem tym dzieckiem, przesiąkniętym ideałami, które każdy dorosły, rozsądny człowiek uzna za naiwne. Nie wierzę w to co napisane w gazetach, bo wszestko co komercyjne, oparte jest na kłamstwie. Ten świat z gazet i telewizji jest nieprawdziwy.

Nie wierzę w państwo, tylko w jednostki. Tylko każdy z nas osobno może zmieniać świat, zaczynając od siebie. Jeśli pomożesz raz jednej osobie, zmieniłeś cząstkę wszechświata. Bo to nie było w tobie zaprogramowane, przewidziane już kiedy powstały siły jądrowe i wodór.

I uczę się patrzeć na ludzi przez pryzmat ich wnętrza. Bo każdy myśli tak jak ja, każdy czuje, ma cele – każdy jest człowiekiem. Nawet dziwne różowe stworzenie w autobusie. Ja szukam ideałów i wierzę w moje ideały, ta druga osoba też wierzy w swoje, choć może inne niż moje. Kto powie, które są lepsze?

Mówią, że tak nie da się żyć. Niedawno moja młodsza sąsiadka pouczała mnie, że nie mogę być taka uczciwa. Dlaczego? Dlaczego nikt nie wierzy, że są rzeczy bardziej wartościowe niż pieniądze?…

Ksiądz na mszy dla maturzystów powiedział, że będąc w szkole mieliśmy nauczycieli, którzy nam jakoś wskazywali drogę którą warto iść. Teraz nauczycieli musimy wybierać sobie sami.

Tak mi trochę grrr, że teraz sama muszę decydować gdzie pójdę i co zrobię i nie ma takiej oczywistej ścieżki. Bo kiedy była szkoła wiedziałam, co będę robić jutro. Teraz będą studia. Ale to jakoś już nie to samo.

A z drugiej strony cieszę się.

Najważniejsze to nigdy nie zatrzymywać się w miejscu.

A czasy liceum, już wiem, że będę wspominać zawsze. Choćby ostatni wtorek: Nie było nauczycielki od polskiego, na zastępstwo przyszła od fizyki, a nam się nie chciało, więc mówimy jej grzecznie ‚dzień dobry’ i pakujemy się do bufetu naprzeciwko sali. A później w połowie lekcji Max idzie do klasy, gdzie było kilka osób i pyta czy ktoś jeszcze chce z nami grać w karty.

Ojejkuś, albo pykanie na lekcji angielskiego i pani G. mówiła, że powinni zamknąć nas w psychiatryku. I jak się na nas wkurzała jak z Maxem przypadkiem nie docieraliśmy na angielski ^^

A za tydzień matura. Ale czuję, że to dobrze, bo to nie jest ani za wcześnie, ani za późno, tylko tak właśnie najlepiej i nawet prawie się nie boję. Przynajmiej tymczasowo, bo pewnie będzie gorzej. ^^

Pozdrawiam :)


  • RSS